Czasomierzyk

czwartek, 12 stycznia 2012

I co teraz?

Obudziła się w środku nocy zlana potem. Serce waliło jej jak oszalałe. Przez jej głowę przepływała w kółko jedna myśl: "Co się stało? Co się do cholery właśnie stało?". Kiedy doszła do siebie, stwierdziła, że pójdzie się napić. Wstała z łóżka i zrobiła kilka kroków. I wtedy to coś wydarzyło się znowu. Nagle odczuła naraz chyba wszystkie istniejące wrażenia wzrokowe, słuchowe, dotykowe, węchowe i, o dziwo, smakowe. Odwróciła głowę i spojrzała do ciemnego salonu. Podeszła powoli do przełącznika i wcisnęła przycisk. To co ujrzała...


To było zadziwiające. Światło lampy przez ułamek sekundy odbijało się od twarzy sierotek w sposób całkowicie nienaturalny. W niezwykle krótkim czasie zdążyło błysnąć wszystkimi barwami jakie Martha potrafiłaby nazwać. Zszokowana zamknęła oczy, a kiedy je otworzyła, wszystko było normalnie. Żyrandol, okna, kanapa, komody, lustro, bibeloty i wazon z kwiatami. I sześć małych dziewczynek które się w nią wpatrywały, zupełnie jakby w czymś im przeszkodziła. Jej umysł starał się wszystko stłumić. To była normalna reakcja na coś niezwykłego, próba wmówienia sobie, że to, co się widziało, wcale nie było, szukanie racjonalnego wytłumaczenia, gdyż w innym przypadku można by postradać zmysły. "Zwyczajnie się obudziły. Halucynacja spowodowana stresem, sen, albo cokolwiek innego. To niemożliwe. Lepiej już... wrócę do łóżka. Spać. Pójdę... spać. Z powrotem pójdę spać... pewnie rano zapomnę wszystko i tak by było najlepiej."
- Śpijcie, moje młodociane. I nie straszcie mnie już tak więcej. - powiedziała zmęczonym głosem. Dalej patrzyły na nią w ten niepokojąco dojrzały sposób. Odwróciła się i wyszła z salonu, starannie ignorując osobliwy chichot za swoimi plecami. Zgasiła światło i wróciła do swojego pokoju. Połknęła kilka tabletek melatoniny i zasnęła głębokim snem. 


Tym razem obudził ją dzwonek telefonu. Spojrzała na budzik stojący na nocnej szafce. Wydawało jej się, że jest w nim tylko jedna wskazówka, która wskazywała godzinę jedenastą. Sięgnęła po słuchawkę telefonu drugą ręką szukając okularów. Usłyszała znajomy ciepły głos Giny. Lecz tym razem był on niecodziennie zmęczony.
- Halo. Wszystko w porządku, Marthie?
- Gra i śpiewa, Genie. 
- Bo wiesz, jest za pięć dwunasta, a Ciebie nie ma, więc pomyślałam, że coś Ci się stało.
- Na wszystko święte, tak późno, przecież... - urwała przypomniawszy sobie o dzieciach w salonie. Musiały być głodne, a przecież nie słyszała żadnego płaczu ani (co też się zdarza) wrzasków. 
- Hej? Żyjesz czy mam dzwonić po pogotowie? - Przyjaciółka wyrwała ją z gorączkowego rozmyślania.
- Tak... Tak, nadal tu jestem, ale wiesz, wczoraj stało się coś naprawdę dziwnego... To nie temat na telefon, daj mi godzinę, kogoś muszę przywieźć.
- Do ośrodka? Nie, nie powinnaś, mamy tu teraz małą epidemię i większość dzieci zaraża. Dasz radę zająć się tym dzieckiem przez, powiedzmy, trzy dni?
- Cóż... to nie jest jedno dziecko, tylko sześć, w dodatku dziewczynki, około roczne. 
- Przyślę Ci Tima. Ja muszę tutaj walczyć z gorączką. - Odparła Gina po dłuższej chwili. 
- Do zobaczenia niebawem, Genie.
- Tak, tak, cześć. 
Martha odłożyła słuchawkę, włożyła szlafrok i ziewając weszła do kuchni. Nastawiła wodę w czajniczku. Potrzebowała kawy, i to mocnej. Mechanicznie wyciągnęła z lodówki kilka butelek, ułożyła je w garnku, zalała wodą i postawiła na średnim ogniu po czym spokojnie przysiadła przy stole. Bez większego udziału woli zdjęła czajnik z ognia zanim woda zaczęła wrzeć i zalała nasypane zawczasu ziarna. Dopiero, kiedy już wciągnęła do płuc przepełnione intensywnym zapachem kawy ciepłe powietrze, przypomniała sobie dla kogo tyle modyfikowanego mleka o temperaturze krwi. Trzymając w jednej ręce kubek, a drugą przyciskając do piersi sześć ciepłych butelek naraz udała się do salonu. 


___Over___
To by wyglądało na koniec akapitu. 
Jak na razie nikogo jeszcze tu nie przysłałam, więc tylko czekam na wenę i na koniec pewnego odcinka fabuły.

6 komentarzy:

  1. Łolaboga, to jest świetne!
    Wilczyco, nie lubię rysować niemowlaków, ale mam straszną chętkę na narysowanie tych sześciu 11-letnich sierotek... Co o tym myślisz? Nie wiem, może wrzucę to na swojego bloga, albo prześlę ci pocztą, jak skończę.
    Tak czy inaczej, zapowiada się naprawdę zacnie. Będę obserwować : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzienx. Chętnie zobaczę rysunek - nie znamjeszcze twojego bloga, ale prześlij na maila to wbiję gdzieś obok. I porównam z moją wersją.

      Usuń
    2. A, i skoro już KTOŚ poza moją M. to czyta to chyba się skuszę na większą regularność :D:D:D

      Usuń
    3. ano, skuś się, bo warto : )A mojego bloga (a w sumie komiks) już nawet komentowałaś :D
      heh, za rysunek biorę sie zaraz po skończeniu trzeciej planszy Metalowych Ciasteczek.

      Usuń
  2. Ja wiem, że moje zdanie jest mało ważne, i że trudno czasem o regularność i ja całkowicie to rozumiem... ale chciałabym mimo wszystko spytać kiedy będzie jakiś dalszy ciąg tej historii, bo ja naprawdę nie mogę się doczekać co będzie dalej... ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam gorszy dzień, który się przedłużył. Tak jakby. Wracam do zaczętego kawałka aby go wystawić.

      Usuń